Posty

prize in dart

I need someone soft I am not for the weak I need someone firm or else I'll decompose in the creek I need someone strong  someone emotionally gritty fuck if I am wrong all I feel towards you is pity I need someone patient who the fuck am I to judge but you made me hurt on the level the least I can do to you is hold a grudge I need someone gentle I am done breaking dishes but you can't seem to feel me while you hold me tightly, my soul wishes I am for the awakened my body breaks a little why can't you see me hurting  when the pain settles in the triple I am for the aware please learn my ways because I cannot do it any l onger  while I master the run and chase I am on the verge baby are you aware of it? I've had a bit too much what would you do for the benefit? I need someone intentional  because I am a bit of a dreamer will make myself your liability  tell me you love me, please make it easier   I need someone soft someone who feels my heart why wouldn't you ...

niedowierzam

druga w nocy nie śpię nie śpię bo cierpię  cierpię  bo się krzywdzę  brutalniej  brutalniej niż ktokolwiek inny wstaję z łóżka  i idę do łazienki patrzę  patrzę i patrzę się w lustro niedowierzam niedowierzam niedowierzam  niedowierzam kogo w nim widzę kogo? kogo? kogo w nim widzę? śmierć  śmierć śmierć  śmierć  widzę śmierć w ludzkiej skórze w skórze podobnej do mojej ale oczy ach te oczy oczy oczy jakby obce jakby martwe  druga w nocy nie śpię bo patrzę się śmierci  w jej oczy  oczy ach te oczy   Gaja.

Syzyf

jestem wdzięczna za tęczowe chrząszcze Słońce i pierwsze stokrotki na wiosnę za Twoje oczy błyszczące i emocje płaczące za dłonie drżące i pocałunki duszę kojące za serce poderwane do lotu na wyżyny wznieść się próbujące lecz jestem jak Syzyf w kryzysie wiary który ma dłonie krwią ociekające myśli wątpiące i półkule zawodzące muszę na moment tylko przysiąść i podziwiać pierwsze stokrotki na wiosnę  Gaja.

niewiele z Bogiem wspólnego mam

niewiele o szczęściu wiem jeszcze mniej będę wiedzieć  w życiu bezczynnie snuję się  o czym nie chciałam Ci powiedzieć niewiele wspólnego z rozsądkiem mam trauma za traumą przemawiają przeze mnie jedyne czego bym chciała to spokojny dom gdy wieczorem do snu obejmujemy się  wadliwa jednostka ze mnie jest i wiem to nie od dziś niestety niech ktokolwiek od mózgu uratuje mnie do snu kolejną noc utulę żałosnych pluszakó w sterty cierpieć już nie chcę i sprawiać tego samego serce mnie boli bardziej niż przyznać bym chciała  zasypiam do głosu bólu okropnego marzę bym siły więcej w sobie miała  wiele ze mnie wychodzi wbrew mojej woli mam po prostu cichą nadzieję że zostaniesz mimo wszystko chciałabym Cię jako towarzysza mej żałosnej doli  nie pozwólmy mojemu zdrowiu być na naszym życiu rysą  lepszym człowiekiem próbuję ciągle być  wysiłki we mnie nieludzkie wyzwalasz nie chcę już do poduszki żałośnie wyć powiedz po prostu że na każdą część mnie pozwalasz ...

nie boję się ciemności

nie boję się ciemności  gdy ostatni foton zachodzącego słońca  wykona swój spirytualny taniec na krańcu mej twarzy ja posłusznie się poddam wszystkiemu co pojawi się zaraz po zmierzchu przywyknę i oswoję się  z kompletną bezświetlnością w każdym twym zakamarku nie boję się twojej ciemności  bo sama nie oślepiam blaskiem w każdym momencie może jednak nie ma między nami tak wiele różnic? pozwól mi się oswoić  z twoją ciemnością  bo niczego się nie boję   Gaja.

nikt by się nie odważył

trzecia trzydzieści trzy a ja wciąż zastanawiam się czy kochasz naprawdę i jesteś bezpieczny kolejną noc modlę się  by smak tęsknoty nie był mi mdły  bezlitosne były mi ostatnimi czasy sny  serce me po prostu wątpi czy  twoje serce pozostaje wierne mi twój ciepły duch jakby się stąd zmył  zamykam oczy jak gdybym nigdy nie zagościła w drzwiach twych nadzieję mi dałeś bo do miłości miałeś dryg zapadam w ciemność mej głowy lecz nie będę się skarżyć  boże proszę uratuj mnie od człowieka który uczucie w mym sercu zaskrzył samotna noc duszę mi parzy gdy nietrzeźwy wydobywasz z siebie dumy okrzyk lecz jeśli mamy być ze sobą szczerzy nikt nawet nie odważyłby się poskarżyć  Gaja.

mroźny czas

oswoić ci się dałam pokornie jak bezpański gołąb pocztowy nauczyłam się zasad rzetelnie każdą z twych tras zaparcie podążałam  pod skrzydłami ciepłymi  słowa i wspomnienia o tobie trzymałam blisko siebie by w locie w nieznane nie odeszły w zapomnienie a gdybym i sama sobie w chłodzie została z przymarzniętymi odnóżami swemi do miejskiej latarni stali surowej zamierając w matki natury rzeźbę doskonałą  po ostatni marny okruch twego spojrzenia poleciałabym bez zawahania Gaja.