o lęku mniejszym o jeden krok
Czasem mam wrażenie, jakbym była człowiekiem przewlekle samotnym. Zaplątanym w jakieś niewidzialne sieci komfortowych przyzwyczajeń, które w cichy, toksyczny sposób zamknęły mnie w więzieniu własnego umysłu. Rozkojarzonym i oderwanym od błogiego strumienia mojego wyższego dobra. Bezpieczeństwo odnajdywałam zawsze w niebezpieczeństwie nieswojej ścieżki. Jakbym była tylko tymczasowym pasażerem cudzych żywotów, raz za razem. Odnalezienie swojego własnego było zbyt przerażające. Zbyt nowe. Bezpieczeństwo tylko i wyłącznie mojej ostoi było zbyt nieznane. Im bardziej jestem pustką i frustracją, tym mocniej tylko nimi się otaczam. Sama godzę się na niską jakość życia, bo boję się sięgnąć po wyższą. Krzywda i brak spełnienia - to są rzeczy, których doświadczam rok po roku, - od kiedy tylko pamiętam. Natomiast nie wiedziałam, jak bardzo boisz się bogactwa, gdy bieda to jedyne, co jest Ci znajome. Jak pochłaniająco lękasz się świata zewnętrznego - gd...